ZMIENIĆ BIEG RZEKI… PEŁNEJ RAKÓW I INNYCH SKORUPIAKÓW

Idę sam nędznymi ulicami. Prawie sam – bo towarzyszy mi płynąca ze słuchawek smutna muzyka.

Wszechobecna szarość tłamsi ledwo tlącą się we mnie chęć życia. Z lekko zachmurzonego nieba spada na mój kark zimna kropla. Czyżby niebiosa w końcu zaczęły ronić łzy nad moim losem?Nie mogę znaleźć swojego miejsca w tym mieście. Czy ono w ogóle gdziekolwiek istnieje?

Mojej egzystencjalnej zadumie towarzyszy chęć tworzenia, więc dalej spacerując po tym szarym mieście, zaczynam układać w myślach wiersz.

Tonąc w szarym brudzie

Niczego już nie żałuję

Ludzie to nie ludzie

Ludzie to chuje

Ale nie kończę go. Po co? Dla kogo? I tak nikt nie zrozumie, tego co chciałem przekazać. Urodziłem się za późno. W tych czasach już nikt nie rozumie poezji.

I dekadentów.

Chociaż… Ich nikt nigdy nie rozumiał. Oni nie potrafili zrozumieć siebie wzajemnie. Ale czyż to nie świadczy o wysoko rozwiniętym indywidualizmie każdego z nich? Mowa, oczywiście, o prawdziwych dekadentach. A nie o pozerskich ciotach, które nie wiedzą, o co tak naprawdę chodzi w bezsensie życia. Ci pozerzy to oczywiście emo  –  pseudo-dekadenci XXI wieku. Bo jak inaczej można nazwać „dekadentów”, którzy znają Schopenchauera wyłącznie z memów? Albo słuchają Bring Me The Horizon zamiast Totalselfhatred? I jeszcze się tną… Litości! Prawdziwy dekadent, jeśli zabiera się za autodestrukcję, robi to na poważnie i z takim dekadenckim rozmachem. Na przykład: wkłada lufę pistoletu do swojego ryja, a następnie naciska spust, po czym pada strzał, a głowa samobójcy eksploduje czerwienią. Po tym wszystkim powinien paść martwy. Teoretycznie.

Werter chwilę się potem męczył. A zresztą… On nie był w sumie dekadentem, tylko romantyczną ciotą. Nawet swoje samobójstwo spartolił, choć nie aż tak jak Kordian.

Są jeszcze inne ciekawe metody autodestrukcji z rozmachem. Skok do wulkanu, kąpiel w wodzie królewskiej, autokastracja połączona z oczekiwaniem na wykrwawienie się…

No i co, pozerzy?! Wasze cięcie się i pochlipywanie sobie przy tym to tak naprawdę nic. Więc zwracam się do was słowami pewnego polskiego rapera: Pluję na was totalnie. Skurwysyny.

Choć teoretycznie moje życie nie ma sensu, właśnie go odnajduję. Bycie ostatnim prawdziwych dekadentem pośród tych wszystkich pozerów. Tylko to mi zostało…

Dekadenci, romantycy i emo to tak naprawdę to samo. Wszyscy mają wspólny mianownik – bycie smutną ciotą.

Wspomnienie słów Mileny jest jak młotek spadający prosto na moją głowę z dużej wysokości. Moja czaszka zostaje rozbita, a mieszanina mózgu, krwi i kości rozpryskuje się na wszystkie strony… Usłyszałem to z ust dziewczyny, która jeszcze niedawno cięła się, bo nikt jej nie kocha. Wrodzona uprzejmość powstrzymała mnie przed zwróceniem jej uwagi na ten fakt. Odparłem tylko: nie, to nie to samo. Już miałem zacząć wywód, co odróżnia dekadentów, romantyków i emo od siebie,  lecz ona wściekła się na mnie i powiedziała, że w takim razie nie będzie ze mną więcej dyskutować. Kazała mi się odezwać, gdy wszystko przemyślę. Przemyślałem to. I wiecie co? Tak, nie zmieniłem zdania. Napisałem jej to po miesiącu, gdy w końcu sobie o niej przypomniałem. Tym razem się tak nie wściekła… w końcu była zaskoczona, że przyjaciel marnotrawny w ogóle do niej wrócił.

Historię tej znajomości opiszę szczegółowo w mojej autobiografii.

Koniec retrospekcji.

No i dalej idę przez to szare miasto. Rozmyślając nad pretensjonalnym sensem mojej bezsensownej egzystencji…

To miasto jest mi takie obce. Widzę w nim symbol innego miejsca, w którym ostatnio również przypadkiem się znalazłem. To miasto jest symbolem blogosfery, w której także poszukuję swojego miejsca.

To równie trudne jak szukanie sensu w bezsensie życia.

Przewijam w pamięci najlepsze cytaty z Confiteoru Przybyszewskiego. Jeśli nie znasz tego manifestu – a uważasz się za dekadenta, nihilistę, filozofa bądź artystę – wiedz, że jesteś pozerem.

Moja mini-biblia jednak nie rozświetla mi drogi. Ale przypominają mi się nauki wujka Murphy’ego. Josepha, nie Eddy’ego. Niech oświeci mnie ta ubóstwiania przez niego podświadomość…

Podświadomości, prowadź mnie! Chcę wiedzieć jakiego jest moje miejsce we wszechświecie, w tym mieście, w blogosferze…

Blogosfera. Kurwa… W jakie rakowisko ja wszedłem? W tym środowisku razi mnie właściwie to, co wszędzie – brak autentyczności. Czy tylko ja piszę swojego bloga prosto z serca? Bo im głębiej zagłębiam się w blogosferę tym bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu. Wszędzie widzę hipokrytów o celebryckich aspiracjach, dla których prowadzenie bloga jest jedynie sposobem na zyskanie pieniędzy i sławy. Próżno szukać w ich tekstach choć odrobiny artyzmu. Pff… O czym ja mówię? Gdzie tu szukać artyzmu?! Większość jest tak marnie napisana, że nie można nazwać tego nawet produktem rzemieślnika – więc nazwijmy to po prostu tandetą. Mam na myśli przede wszystkim blogi modowe i blogi z przemyśleniami. Tak… głównie te z blogspota.

I po co ja pakuję się w to bagno? No po co?!

Podświadomość ma niesamowitą moc i znajdzie rozwiązanie każdego problemu. Joseph Murphy powtarzał to tyle razy, że… utrwaliło mi się to w podświadomości.

Nie wiedziałem, po co zakładam cholernego bloga – to był impuls silniejszy ode mnie. Ale teraz  już wiem. Wiem, po co tu jestem. Posłuchałem podświadomego impulsu  tej najlepszej części mnie, która chce zmieniać świat w piękniejsze miejsce. Eh… Co prawda jestem prawdziwym nihilistą, ale moje serce miewa czasem romantyczne porywy. Chcę zmienić blogosferę w lepsze miejsce, tworząc enklawę prawdziwego artyzmu pośród morza hipokryzji i głupoty. Będę artystą wśród blogerów!

Zmienię bieg tej płytkiej rzeki, której dno roi się od raków, krabów i innych skorupiaków. I naleję do niej trochę nieskazitelnie czystej wody, która niedługo oberwie jej brzegi… A przywykłe do toksyn skorupiaki obumrą od jej nieskazitelnej czystości.

Oto mój napisany prosto z serca, poetycki manifest. Co prawda wymyślony na poczekaniu, podczas nagłego przypływu weny, ale rzeczy powstałe w ten sposób są właśnie najlepsze. Ale się jaram!

Evviva l’arte, kurva!

Podobne

1 komentarz

  1. Troszkę boli czytać same narzekania autora. Choć napisane rzeczowo i mądrze. (Pojawia się tylko kilka błędów, przykładowo „(…) Bo im głębiej zagłębiam się (…)”) Czuję, że jesteś pewien bycia lepszym od innych. Jak gdyby pesymistyczne spojrzenie na świat miało Cię czynić bardziej światłym człowiekiem. Nie wiem co o tym myśleć.
    Czekam na więcej wpisów i życzę powodzenia w byciu artystą wśród blogerów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *