WEWNĘTRZNA LOGIKA SZALEŃSTWA

Lubię książki dziwne i niszowe, nieoczywiste i wymagające.

Rzadko bawię się w recenzenta. Wyłącznie przy specjalnych okazjach.

Wygrzebanie cennej pozycji z nieprzebranego stosu Literatury Nieodkrytej, można uznać za specjalną okazję. A nawet moralny obowiązek. Bo skoro posiadam bloga – informacyjną broń masowego rażenia – powinienem ogłosić czytelniczemu światu, że przegapił istotną książkę.

Mowa o Głowie do pokochania Justyny Karolak.

Jedną z miar popularności książek jest czytelników odzew w serwisie Lubimy Czytać. Głowa do pokochania spotkała się jedynie z opinią niejakiej Joli. Zaledwie trzy gwiazdki na dziesięć, wzbogacone treściwym komentarzem:

Książka ma ciekawy temat, ale bardzo płytko do niego podchodzi. Właściwie jest to monolog, który w dodatku nie jest specjalnie ciekawy.

Krzywdząca opinia, świadcząca o pobieżnej lekturze. I niestety jedyna na najpopularniejszym polskim portalu dla książkoholików. Przez chwilę szukałem w sieci innych śladów Głowy do pokochania. Znalazłem zaledwie dwie recenzje z prawdziwego zdarzenia. To znaczy – bardziej rozbudowane od wpisu Joli z Lubimy Czytać.

Niewielki odzew ze strony publiczności. Raczej niezbyt licznej… Niewielki nakład? Brak promocji? Coś poszło nie tak… Intrygująca książkia przeszła przez rynek wydawniczy bez większego echa. A przecież Justyna Karolak mogła wejść z nią na literackie salony. Zdobyć prestiżową nagrodę, albo chociaż nominację. Zyskać uznanie w kręgach koneserów słowa, krytyków i snobów.

Szkoda, że coś poszło nie tak… Wpis na niszowym blogu niewiele zmieni. Nie odwróci biegu wydarzeń. Może jednak parę skusi się, by wejrzeć w głąb Głowy… Justyny Karolak.

Jak człowiek porządnie zagłębi się w swoje myśli, to w końcu dochodzi do wniosku, że te myśli nigdy nie były całkiem normalne.

Hipnotyczna proza, która trafiła do mnie w odpowiednim momencie. Byłem podatny na jej wpływ. Pusty w środku. Chory i zmęczony.

Wyczerpany psychicznie chciałem odpłynąć myślami gdziekolwiek. Jak najdalej od własnych spraw. 

Przepłynąłem przez niespełna 200 stron błyskawicznie. Pomiędzy różnymi czynnościami w ciągu dnia, odbyłem  kilkanaście posiedzeń nad lekturą. Aż dotarłem do końca.

O czym jest Głowa do pokochania? Wypadałoby wspomnieć na początku o fabule, lecz jest mało istotna. Utwór to przede wszystkim podróż przez – uchwycone subtelnym piórem – stany psychiczne bohaterki, Agaty. Cierpiącej na pograniczne zaburzenie osobowości, inaczej borderline. Niestabilny obraz siebie, toksyczne relacje interpersonalne, silny lęk przed odrzuceniem, wahania nastrojów, zachowania autodestrukcyjne – oto niektóre aspekty pogranicznego zaburzenia osobowości.

Postać z borderline to dynamit, ogromny potencjał fabularny, nieprawdaż? W powieści Justyny Karolak dynamit jednak nie eksplodował. Przynajmniej nie w widowiskowy sposób, jakiego można oczekiwać od tandetnego czytadła z wątkiem psychologicznym.

W Głowie do pokochania fabuła jest szczątkowa, a powieściowa rzeczywistość rozmyta. Granica między iluzją i realnością jest nieuchwytna. Autorka wcale nie podeszła płytko do problematyki borderline, wbrew przytoczonemu wcześniej zarzutowi Joli z Lubimy Czytać. Justyna Karolak zrezygnowała z efekciarstwa i fabularnych fajerwerków na rzecz delikatnego odsłaniania kolejnych warstw psychiki Agaty. Warstw płynnych i nieoczywistych do samego końca.

Najważniejsze rzeczy rozgrywają się nie na zewnątrz – w tzw. obiektywnej rzeczywistości – lecz w głowie bohaterki. Zresztą, obiektywna rzeczywistość nie istnieje. Przynajmniej czytelnik nie ma szans jej dostrzec. Bo przecież patrzy na świat oczami Agaty, podążą za jej myślami. I poznaje wewnętrzną logikę szaleństwa.

Nim przejdę do podsumowania, muszę wspomnieć o krótkotrwałej, lecz dość bliskiej relacji z osobą ze zdiagnozowanym borderline. Parę miesięcy wystarczyło, by wykończył mnie natłok chorych sytuacji. Na ich kanwie można by napisać psychologiczną powieść, wystarczająco efekciarską, by zaspokoić przeciętnego czytelnika.

Ciągle zmierzam do tego do polemiki z opinią Joli z Lubimy Czytać. Odnośnie powierzchownego podejścia do tematu. Zarzut uważam za niesłuszny, bo lektura Głowy do pokochania uświadomiła mi pewną rzecz. Której nie dostrzegłem podczas trwania wyżej wspomnianej znajomości, ani w trakcie studiów psychologicznych (gdzie problematyka borderline została, rzecz jasna, poruszona). Pojąłem wtedy rozumem mechanizm pogranicznego zaburzenia osobowości. Ale nie sercem, duszą, czy też emocjami. Zwał jak zwał.

W każdym razie – Głowa do pokochania otworzyła mi oczy na głębsze warstwy zaburzenia. Na coś nieuchwytnego dla precyzyjnego języka literatury naukowej.

 

Podobne

5 komentarzy

  1. Twoja recenzja sprawia, że chciałabym po książkę sięgnąć, zwłaszcza, że znam już trochę styl pisania autorki z Mowy kruka. Oczarował mnie. Jednak książka wydaje się niedostępna. Wielka szkoda.

    1. Tak jak napisał w recenzji Wojciech: „Głowa do pokochania” przeszła bez większego echa – dopowiem, iż był to niszowy nakład, a promocja nie odbyła się żadna. Natomiast być może znajdę jeszcze egzemplarz dla Ciebie, Anno – dam Ci znać, jak sprawy się mają :).

    1. „Przez chwilę szukałem w sieci innych śladów Głowy do pokochania. Znalazłem zaledwie dwie recenzje z prawdziwego zdarzenia.” Miałem na myśli między innymi Twoją recenzję. Pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *