PLEBISCYT NA NAJSMUTNIEJSZEGO BLOGERA

Zapiski w tajnym zeszycie jako miernik kondycji psychicznej… To jedno z zadań codziennego przelewania myśli na papier.

Zwykle piszę po nocach. Nazajutrz czytam świeże bazgroły, podkreślając ciekawsze frazy kolorami. Wyróżniony fragment, wyrzucona w pośpiechu myśl – okazuje się często zapalnikiem do napisania dłuższego kawałka.

Przez pryzmat osobistych zapisków przewija się sporo elementów układanki, którą można nazwać portretem psychologicznym autora. Oczywista sprawa. Ciekawe, na ile można mnie poznać na podstawie blogowych wpisów? Pewnie sprawiam na czytelnikach dość ponure wrażenie… 

Zerknięcie na witrynę, którą niefortunnie udostępniłem zwiedzającym internet, sprawia, że przygryzam wargę. Nie myślałem zbyt wiele nad pierwszym wrażeniem…  A wejście do mojego świata musi przygniatać atmosferą beznadziejności, jeszcze nim czytelnik zakosztuje treści. Ponura kolorystyka i złowieszcze motywy tworzą wisielczy nastrój.

Szkoda, że nie istnieje plebiscytu najsmutniejszego blogera. Miałbym szansę wygrać.

Chyba zbyt często widzę świat w odcieniach szarości. Odciskam ponure piętno na wszystkim, co opiszę. Jestem skażony.

Niedawno próbowałem napisać czysto opowiadanie. Lekkie, przyjemne i nieco głupawe. Nie wyszło. Zacząłem utożsamiać się z bohaterami. Głupiutkimi kukiełkami w szponach bezlitosnej fabuły… Ludzkie karykatury nabrały głębszej tożsamości. Humor niskiego lotu utonął pośród egzystencjalnych rozterek. Opowiastka już nie budzi śmiechu. Karykatury nabrały zbyt ludzkich kształtów.

Nie dokończyłem zabawnej opowiastki. Okazała się zbyt przygnębiające…

Odłożyłem literacką gehennę na bok. Blogowanie nie jest uprawianiem literatury, więc się nie liczy.

Właśnie powstaje kolejna ponura notka… Plebiscyt na najsmutniejszego blogera to jednak niegłupi pomysł. Ponoć styl emo wraca do łask, więc byłbym na czasie. I po raz pierwszy miałbym szansę na wygraną. Rozgłos po zdobyciu nagrody powinien zapewnić mi umowę z wydawnictwem. A zwiększony ruch na blogu pozwoliłby mi zarabiać na reklamach antydepresantów. Żyć nie umierać. 

Tylko kto zorganizuje konkurs? Bo mi nie wypada. W końcu zamierzam wygrać…

Wystarczy. Wyczerpałem już limit autoironii.

Chciałbym napisać coś pozytywnego. Bez cienia śmierci i cierpkiego posmaku. Potrzebuję zmian…

Pewnego dnia ilustracje moich blogowych tekstów zatętnią kolorami, a szarość odejdzie w niepamięć. To będzie pierwsza oznaka mojej wewnętrznej przemiany.

Albo nadużywania halucynogenów.

Podobne

1 komentarz

  1. Póki co nie zorganizuję plebiscytu… W życiu każdego człowieka są ciemniejsze i jaśniejsze dni. Zorganizujemy pewnego dnia wspólnie plebiscyt na najszczęśliwszych blogerów, w którym nie będziemy brali udziału… I bie dlatego, że nie wygramy… Wtedy będziemy już zwycięzcami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *