OBRÓBKA LITERACKIEGO MIĘSA

Niemal każdej nocy wymiotuję słowami na papier. Chaos myśli uzewnętrzniam w jeszcze bardziej pokracznej formie. Gdy przedzieram się przez własne bazgroły w świetle dnia, wykrzywiam twarz, nie wiedząc, co mam o sobie myśleć.

Mój ulubiony rodzaj spowiedzi często pozbawia mnie złudzeń. Jestem słaby nawet w tym, co robię najlepiej. Lata żmudnej pracy nad warsztatem i krótkie momenty olśnienia zapewniły mi skromny dorobek i pudło pełne notatek. I ponoć jeszcze szansę na jakąś karierę

Bazgrzę niemal każdej nocy, ale publikuję dość rzadko. Jestem neurotycznym perfekcjonistą. W tych czasach perfekcjonizm to dla artysty poważna choroba. Na rynkowej arenie to kula u nogi. Musisz nie tylko w błyskawicznym tempie produkować nowe utwory, ale też występować w telewizji śniadaniowej, udzielać się w mediach społecznościowych i akcjach charytatywnych. Byle nazwisko pojawiało się wszędzie. Początki nie są lekkie, trzeba krzyczeć i rozpychać się łokciami, byle tylko wydrzeć się spośród mas anonimowych twórców. Z kulą u nogi jest ciężko.

Niepokoi mnie, co social media robią z młodymi twórcami. Zmuszają ich do ciągłej aktywności, nie dając im czasu, by dopieścić utwór w zaciszu pracowni. Zostaw fanpejdż samopas na kilka dni, a wszyscy o tobie zapomną. A przecież lajki muszą się zgadzać, a zasięgi rosnąć. Tym bardziej, że konkurencja nie śpi.

Niedokończone rysunki, marne wiersze, bełkotliwe zapiski … Pośród internetowej bohemy królują wprawki. Jeśli tak dalej pójdzie wprawka zostanie w końcu uznana za pełnoprawny gatunek w obrębie wszystkich dziedzin sztuki.

Uśmiecham się krzywo na samą myśl, biegnąc wzrokiem po liniach własnego tekstu. To na razie tylko bazgroły o wartości terapeutycznej. Dopiero proces długotrwałej obróbki nada im walorów estetycznych i rozrywkowych. To będzie krwisty stek z własnego mięsa, doprawiony goryczą, ironią i czarnym humorem. Nie jestem barbarzyńcą. Dlatego nie karmię gości surowym mięsem.

Podobne

7 komentarzy

  1. „Niemal każdej nocy wymiotuję słowami na papier.” Piękne katharsis. Przykry jest ten wpis, ale tak to już bywa z prawdą. Podoba mi się, jak piszesz, czekam na więcej spowiedzi – tylko nie śpiesz się, nie chcę wprawki.

  2. Znalazłem Twojego bloga dzięki karolakowo.pl i share weeku, w sumie spoko sprawa 🙂

    Zawsze chciałem pisać, ale siły i okoliczności zmusiły mnie do pójścia inną drogą, mam pracę i robię to hobbystycznie. Ale gdy się tak głębiej nad tym zastanawiam to właściwie nie mam nic przeciwko temu bo nie „cierpię” na nadmiar weny – kilka razy próbowałem robić dwutygodniowe maratony po to żeby pisać i tylko pisać i dosłownie po kilku dniach miałem pustkę myśli. Działam jakoś tak dziwnie, że pomysły potrzebują u mnie czasu i dokładnego przemyślenia, którego nie potrafię utrzymywać przez kilka godzin dziennie i do tego przez dłuższy okres. Po prostu mózg mi wymięka po dłuższym wysiłku tego typu. Mam wrażenie, że gdybym chciał w ten sposób żyć i zarabiać to zafundowałbym sobie jakieś straszne kaźnie życiowe… W obecnych czasach zmuszony byłbym do praktycznie ciągłego wydawania książek i kontaktu z czytelnikami (czytaj: klientami), co by mnie chyba niezbyt rajcowało, bo wolę tak jak to napisałeś, dopieszczanie tekstu. Zresztą, jak sobie myślę o niektórych autorach – Joyce, Kafka, Orwell, Carol Lewis, Lampedusa to właściwie wydaje mi się, że pisanie jako pewna odskocznia też jest niezłym sposobem na pisarstwo… Może szczególnie aktualnym w naszych czasach?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *