NIEDOTRZYMANA OBIETNICA… I PYTANIE BEZ ODPOWIEDZI

Kadr z teledysku Nearly forgot my broken heart

Chris Cornell nie żyje… słyszę rano od kumpla. Brzmi absurdalnie. Kawa przestaje już działać, więc mój mózg potrzebuje chwili, żeby przetrawić tę informację.

Cornell został znaleziony martwy w łazience pokoju hotelowego kilka godzin po koncercie Soundgarden. Przyjmuję ten fakt niemal z obojętnością. Ponad nią jest lekkie niedowierzanie… To za wcześnie, podpowiada mi jedna myśl. Trasy koncertowe z Soundgarden, reaktywacja Audioslave, reaktywacja Temple of the Dog, solowa kariera i jeszcze inne projekty po drodze… I tyle płyt do nagrania. Ostatnimi czasy Cornell nie mógł narzekać na brak kreatywnych zajęć. I tak po prostu zmarł…

Szybko odrzucam od siebie tę myśl. Jakaś część mnie liczy, że to tylko medialna plotka. Ile razy Layne Staley został uśmiercony przez prasę, zanim faktycznie się zaćpał? No właśnie… Chrisa uśmiercono pierwszy raz. Czyli istnieje szansa, że wszystko z nim w porządku.

Poza tym mam dość napięty plan dnia. Nie mam zbyt wiele czasu na zbędne myśli. Po kolejnej kawie mój umysł się rozjaśnia i przez chwilę pracuje na wysokich obrotach. Potem jego wydajność stopniowo spada. Pod koniec ostatnich zajęć skupienie się na heurystykach i błędach poznawczych jest zbyt trudne. Mój umysł znów zwalnia… A z tyłu mojej głowy pobrzmiewa Like a stone. Jeden z lepszych kawałków, jakie Chris stworzył z Audioslave. To on napisał tekst.

In your house I long to be
Room by room patiently
I’ll wait for you there
Like a stone I’ll wait for you there
Alone

Chris jest poetą. Jest tak samo świetnym wokalistą, jak poetą. W kilku utworach nieźle mnie zmylił. Myślałem, że ‚Like A Stone’ to piosenka o miłości bo refren jest mniej więcej taki: „Poczekam tam na ciebie jak kamień, poczekam w samotności”. Zapytałem: „Na kogo poczekasz?’ A Chris: „Na śmierć.”  ~ Tim Commerford

 

Tak basista Audioslave opowiada o powyższym utworze… Po moich plecach przeszły ciarki, gdy po raz pierwszy usłyszałem tę anegdotę. A w tej chwili słowa refrenu mrożą krew w żyłach.

Koniec ćwiczeń.  Jestem wycieńczonym i otępiały… Wlokę się do domu jak zombie. Tylko po to, żeby odpalić zapętloną w mojej głowie piosenkę.

Ledwo pojawiam się w swoim zagraconym pokoju i z głośników dobywa się Like a stone. Jestem zbyt przybity, żeby zrobić cokolwiek. Pewnie będę ze dwie godziny słuchał Soundgarden, Audioslave, Temple of the Dog i solowych piosenek Chrisa. Sporo tego…

W międzyczasie na podstawie napływających do internetu newsów próbuję ułożyć sobie rekonstrukcję tego, co się wydarzyło.

Nie, to nie medialna plotka. Chris Cornell nie żyje. Powiesił się. Przy pomocy czerwonej elastycznej gumy do ćwiczeń przywiązanej do karabinka umocowanego na drzwiach łazienki pokoju hotelowego. Znaleziono go na podłodze. Wokół szyi miał zaciśniętą czerwoną gumę, a z jego ust wypływała krew.

Tak wyglądał jego koniec… Bóg rocka o skali głosu, wynoszącej niecałe cztery oktawy, gitarzysta, kompozytor, tekściarz – wręcz poeta – udzielający się w tylu projektach, zginął w tak podły sposób. Po moich plecach przechodzą dreszcze. Jednocześnie zaciskam zęby i z trudem hamuję napływające do oczu łzy.

PYTANIE BEZ ODPOWIEDZI

Dlaczego? Dlaczego spełniony muzyk, który miał żonę, dzieci, przyjaciół, pieniądze odebrał sobie życie? Walczył z depresją i agorafobią. Zmagał się z nałogami… Jak widać alkohol i narkotyki to nieodłączny element życia rockmana. Chris mówił o tym wszystkim otwarcie. A przez ostatnie lata był czysty… Podobno.

Podczas ostatniego koncertu było jednak coś nie tak. Chris ledwo nadążał za tempem muzyki, a momentami wyglądał na zdezorientowanego. Jakby nie było go z nami… Takich słów użył jego przyjaciel, będący uczestnikiem koncertu.

Kilka godzin po występie znaleziono go martwego. Rodzina i przyjaciele w szoku. Fani również. Pośród nich nie brakuje miłośników snucia teorii spiskowych… Ktoś z obsługi technicznej ostatniego koncertu Soundgarden twierdzi, że Chris zachowywał się tamtego wieczoru jak naćpany. Rodzina sugeruje, że przedawkował Ativan – lek na receptę – który wywołał u niego myśli samobójcze. W końcu prawdziwy Chris nie zrobiłby sobie czegoś takiego. Media obiegła też plotka, że na ramieniu zmarłego muzyka znajdował się ślad po igle. Nie wiem jednak, co w chwili śmierci krążyło w jego żyłach. Nie znam wyników testów toksykologicznych. Cokolwiek to było… Wiele ostatnio czytałem o ludzkich emocjach. To przerażające jak wpływają one na sposób myślenia i ocenę sytuacji. Tyle eksperymentów dowodzi, że człowiek jest istotą kompletnie irracjonalną. Co najgorsze… Podłoże emocji jest w dużej mierze biologiczne. Granica między euforią a stanem paranoidalnym jest często tak cienka. Jesteśmy tak irracjonalni… Targają nami namiętności, za którymi stoi wybuchowa mieszanka różnych substancji. Żeby zawrzało w wielkim kotle jakim jest Twój organizm wystarczy czasem drobna tabletka. Albo strzał w żyłę.

Kolekcjonowanie pytań, na które nigdy nie znajdę odpowiedzi, to moja niezdrowa obsesja. Wyniki testów toksykologicznych niespecjalnie mnie interesują. Najbliżsi muzyka je znają. Wystarczy. Mnie niespecjalnie obchodzi, czy Cornell wziął przed śmiercią Ativan, czy heroinę.

Jednak nie daje mi spokoju pewna myśl. Czymkolwiek była ta substancja… jakie demony obudziła w umyśle Chrisa? Jaki koszmar rozgrywał się w jego głowie? Uważałem go za silnego człowieka… Potrafił stłamsić swoje wszystkie demony, więżąc je w muzyce. Czyżby ich nadmiar czynił go tak płodnym artystą?

Ostatecznie zginął pokonany przez własne demony. Które zgasły wraz z jego życiem. Nie zostawił po znaleziono przy nim żadnego listu. Koszmar, który rozgrywał się wtedy w jego głowie, odszedł na dobre wraz z nim.

Dlaczego? Moja kolekcja pytań bez odpowiedzi niedługo zacznie pękać w szwach.

To ostatnia osoba, po której bym się tego spodziewał. Teraz jest już tylko pustka.  Wszystko zdaje się bezsensowne. To zawsze będzie boleć. ~ Jerry Cantrell ( Alice in Chains)

OSTATNIE PIOSENKI

A promise to survive… Te słowa są rdzeniem ostatniej piosenki Chrisa, nagranej jakieś 2 miesiące przed śmiercią. The Promise to słodko-gorzka ballada, będąca częścią ścieżki dźwiękowej do filmu o tym samym tytule. Ponad smutny sentymentalizm przebija się jednak nadzieja.

A promise to survive…

Niedotrzymana obietnica…

The Promise to chyba błędny trop. Cornell nie pozostawił po sobie listu samobójczego. Pozostawił za to mnóstwo muzyki i enigmatycznych tekstów. Ocieranie się, a nawet zanurzanie się w depresyjnych klimatach to jeden z najbardziej charakterystycznych aspektów jego twórczości. Po jego śmierci niektóre słowa nabierają innego znaczenia.

Nieistotne… One i tak nie są odpowiedzią. Odpowiedzi nie ma. Już nie ma… Zgasła wraz z pewnym istnieniem.

Ostatnia piosenka, jaką Chris Cornell zagrał wraz z Soundgarden w Fox Theatre w Detroit to Slaves and Bulldozers. W środek utworu wpleciono fragment In my time of dying Led Zeppelin.

Well, well, well, so I can die easy

Well, well, well, so I can die easy

Jesus, gonna make up my dyin’ bed…

Kilka godzin przed zagraniem koncertu rozmawiał z żoną przez telefon na temat ich wakacyjnego wyjazdu.

Meet me, Jesus, meet me

 Meet me in the middle of the air
If my wings should fail me, Lord

Please meet me with another pair

Kilka godzin po koncercie został znaleziony martwy.

Internet wrze od fanowskich teorii spiskowych, w których występuje Ativan, heroina, alkohol, kochanka, zabójstwo… Brzmi jak zestaw motywów, będących fundamentem historii, utrzymanej w estetyce czarnego kryminału. Odrzućmy jednak fan fiction na bok.

Jerry Cantrell zamknął to w kilku zdaniach. To wszystko wydaje się bezsensowne. I zawsze będzie boleć…

Podobne

5 komentarzy

  1. Napisałeś dokładnie to, co siedzi w mojej głowie od dwóch tygodni, od chwili ocknięcia się do objęcia przez Morfeusza…

    1. Co to ma do rzeczy? Może wiele, może nic… Czasem wyobrażam sobie jak ten kawałek zapętlony w umyśle Cornella w chwili jego śmierci. Gdy w jego głowie przewijają się wspomnienia z całego życia… Równie dobrze może to nic nie znaczyć. W tekście nie snułem takich spekulacji, bo to tylko luźna spekulacja. Moje wyobrażenie.. Którego nic nie potwierdzi, bo to, co wtedy myślał i czuł umarło wraz z nim. Jak zaznaczyłem, w tekście chciałem odrzucić fan fiction. Dlatego nie rozwodziłem się nad swoimi wyobrażeniami i stwierdziłem f a k t.

  2. Co do raportu toksykologicznego… teraz wiadomo jak to wygląda.
    „…the singer had Naloxone (Narcan), Butalbital (sedative), Lorazepam (Ativan), Pseudoephedrine (decongestant) and barbiturates in his system at the time of death. It appears Chris had taken 4 (1 mg) Lorazepam tablets. „

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *