KOBIETY CHINASKIEGO

Oto w końcu dostaję wszystko to, co przedtem przypadało w udziale tej złotej młodzieży z ekskluzywnych college’ów, tym nadzianym, odpasionym, dobrze ubranym byczkom jeżdżącym nowymi autami, gdy ja miałem wtedy tylko znoszone łachy i zdezelowany rower.

Lata klepania biedy, frustrującej pracy i pisania po nocach. Tyle trzeba, by zacząć żyć –  na godnym poziomie – wyłącznie z tworzenia. Chinaski (alter ego Bukowskiego) po długich zmaganiach osiągnął status autora, który przyzwoicie zarabia. Wcale nie dość późno – pisarskie kariery najprężniej rozwijają się w latach trzydziestych, czterdziestych, czy nawet pięćdziesiątych pisarza (albo jeszcze później). Prawdziwy pisarz to długodystansowiec. Ludzie pióra przeżywają lata świetności dużo później zwykli śmiertelnicy, bądź artyści innych dziedzin. Gwiazdy rocka eksplodują nagle, by szybko zgasnąć. Poprzez przedawkowanie, samobójstwo lub złapanie AIDS.

Kariera wydawnicza jest dłuższą i mozolniejszą drogą. A młodość to dla pisarza szczególnie trudny czas. Powolne budowanie nazwiska poprzez wysyłanie opowiadań do groszowych pism. Stukanie w klawisze po nocach, by wcześnie rano zerwać się do podłej pracy. Picie najtańszego piwa i klepanie biedy – kiedy rówieśnicy, którzy wybrali aktorstwo, bądź muzykę – wciągają kokainę i pławią się w luksusach.

Co mną powoduje? Czy próbuję wyrównać jakieś stare rachunki? Czy
mogę nadal wmawiać sobie, że chodzi o literackie studia nad kobiecą naturą?

Chinaski nadrabia zmarnowaną młodość po pięćdziesiątce. W końcu wyrywa się ze znienawidzonej pracy na poczcie. I żyje z pisania. Pieniędzy starcza na utrzymanie, alkohol i alimenty. Cholernie dobrze jak na niezbyt znanego pisarza. Do tego zalicza kobiety niczym gwiazda rocka, mimo nieco zawodnej męskości.

   Pomyśleć tylko: w wieku 80 lat rżnąć osiemnastki! Jeśli jest jakiś sposób oszukania igraszek śmierci, to właśnie na tym on polega.

Alkohol, hazard, kobiety. I na samym końcu – pisanie. Oto styl życia życia Chinaskiego.

 

Określenie dobra literatura wobec Kobiet Charlesa Bukowskiego nie przejdzie mi przez gardło. Choć – nie ukrywam – lektura cholernie mnie wciągnęła. 

Kobiety trudno nazwać powieścią, wbrew powszechnej klasyfikacji. To po prostu zapis żywota, który krąży wokół kobiet, alkoholu, wyścigów konnych i pisania wierszy. Właściwie bez fabuły. Ot, podkoloryzowana autobiografia. Albo – cytując samego Bukowskiego-Chinaskiego – literackie studia nad kobiecą naturą. 

Napisane w niezłym stylu, muszę przyznać. Język Bukowskiego jest surowy, oszczędny i precyzyjny. Zerknięcie na jego warsztat  uważam za cenną lekcję literackiego rzemiosła. Zero upiększeń i zbędnych słów. Prostota i dosadność. Bukowski nazywa rzeczy po imieniu, nie bawiąc się w wyszukane metafory. W paru ciętych zdaniach potrafi  bezlitośnie obnażyć śmieszność natury ludzkiej. Najbardziej bezwzględny jest wobec własnego alter ego.

Nie biorę pod uwagę niczego prócz swojej egoistycznej, taniej przyjemności. Przypominam rozpuszczonego bachora z ogólniaka. Jestem gorszy od pierwszej z brzegu kurwy. Dziwka bierze twoją forsę i nic poza tym. Ja eksperymentuję z życiem i duszą innych, jakby były moimi zabawkami. Jak mogę nazywać się człowiekiem? Jak mogę pisać wiersze? Z czego się składam?

Jakbym czytał własne myśli… Poza drobnym detalem – nie piszę wierszy. I nie zamierzam. Nie rozumiem nowoczesnej poezji, zresztą – proza mi w zupełności wystarczy. 

Wróćmy do literackich studiów nad kobiecą naturą autorstwa dr Bukowskiego. Lektura badań przypadła mi do gustu, co przyznaję bardzo niechętnie. Dosadna erotyka w wykonaniu podstarzałego pijaka-bawidamka… Co z moim wyrafinowanym smakiem? 

Ostatecznym uczuciem po zamknięciu książki, byłoby pewnie zażenowanie, gdybym rozpatrywał Kobiety jako powieściową fikcję. Jednak autobiografia pisarza wiążę się z zupełnie innym odbiorem. Książka jest nie tylko o kobietach, które przewinęły się przez brudne łóżko Chinaskiego. Pomiędzy zapisami miłostkami starego erotomana tkwią błyskotliwe przemyślenia na temat pisarstwa, nałogów, ludzkich słabości i egzystencjalnej próżni.

Niby wesoła książeczka, harlekin dla mężczyzn. Guilty pleasure na mojej półce, a jednocześnie coś więcej. Kobietach zapisano przecież najlepszy możliwy los, jaki może mnie spotkać. Utrzymywanie się z pisania, względna wolność w niewolniczym świecie. I zabijanie pustki poprzez rockandrollowy stylu życia w ubogim wydaniu. Na więcej nie liczę.

 

Podobne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *