FILM O CODZIENNOŚCI I POEZJI

Czasem potrzebuję monotonii. Takiej sielankowej, jak w pewnym filmie Jarmuscha.

Znów oglądam Paterson… Chciałbym zostać wchłonięty przez kinowy obraz, zespolić się z bohaterem w jedną postać i zapomnieć o prawdziwej tożsamości.

Budziłbym się o godzinie 6.15 u boku tej samej kobiety. Potem nakarmiłbym psa, zjadłbym śniadanie… i do pracy. Kursowałbym autobusem po spokojnym miasteczku, chłonąc urywki rozmów pasażerów i układając w myślach wiersze. Czas lunchu spędzałbym nad wodospadem, jedząc kanapki i zapisując myśli w sekretnym notatniku. Pisałbym tylko dla jednej kobiety.

Continue Reading

PLEBISCYT NA NAJSMUTNIEJSZEGO BLOGERA

Zapiski w tajnym zeszycie jako miernik kondycji psychicznej… To jedno z zadań codziennego przelewania myśli na papier.

Zwykle piszę po nocach. Nazajutrz czytam świeże bazgroły, podkreślając ciekawsze frazy kolorami. Wyróżniony fragment, wyrzucona w pośpiechu myśl – okazuje się często zapalnikiem do napisania dłuższego kawałka.

Continue Reading

WEWNĘTRZNA LOGIKA SZALEŃSTWA

Lubię książki dziwne i niszowe, nieoczywiste i wymagające.

Rzadko bawię się w recenzenta. Wyłącznie przy specjalnych okazjach.

Wygrzebanie cennej pozycji z nieprzebranego stosu Literatury Nieodkrytej, można uznać za specjalną okazję. A nawet moralny obowiązek. Bo skoro posiadam bloga – informacyjną broń masowego rażenia – powinienem ogłosić czytelniczemu światu, że przegapił istotną książkę.

Continue Reading

LITERACKI PUNK, CZYLI DEBIUT SULBIŃSKIEGO

Facebook podsuwa mi pod nos przeważnie rakotwórcze treści, które karmią moje społeczne fobie. Niekończący się festiwal parcia na szkło, debilizmu i wszelkich odchyłów, na które stać człowieka, okazał się dotkliwym przeciążeniem dla mojej psychiki. Teraz prawie tam nie zaglądam. Tak jest zdrowiej.

Portal, służący przede wszystkim do karmienia raka, dał mi jednak coś więcej. Nawet w nurcie wartkiego szamba wprawne oko wyłowi czasem perłę.

Continue Reading

MODLITWA O DOBREGO MENEDŻERA

Dawno, dawno temu byłem małym chłopcem, który nudził się w kościele podczas jakiegoś nabożeństwa. Nieszczególnie chciałem tam być.

Siedząc na ławce majtałem nogami i bujałem w obłokach. Jednocześnie słuchałem chóru zawodzących staruszek. Każdej z nich po kolei słoń musiał nadepnąć na ucho, kiedy Bóg rozdawał talenty, a one czekały w kolejce.

Continue Reading

OBRÓBKA LITERACKIEGO MIĘSA

Niemal każdej nocy wymiotuję słowami na papier. Chaos myśli uzewnętrzniam w jeszcze bardziej pokracznej formie. Gdy przedzieram się przez własne bazgroły w świetle dnia, wykrzywiam twarz, nie wiedząc, co mam o sobie myśleć.

Mój ulubiony rodzaj spowiedzi często pozbawia mnie złudzeń. Jestem słaby nawet w tym, co robię najlepiej. Lata żmudnej pracy nad warsztatem i krótkie momenty olśnienia zapewniły mi skromny dorobek i pudło pełne notatek. I ponoć jeszcze szansę na jakąś karierę

Continue Reading